I zamienił się w pasztet. :)

My to raczej rodziną mięsną jesteśmy, ale pewnego pięknego dnia, na pewnej pięknej wyprawie dostaliśmy od pewnych wspaniałych Człowieków pewien wspaniały pasztet. I był on z selera.

Postanowiliśmy taki pasztet selerowy sobie zrobić i wieczorową porą, wraz ze świeżo upieczonym pieczywem, skonsumować.

Potrzebne składniki:

  • 3 selery
  • 5 cebul
  • 300 gram prawdziwego masła*
  • szklanka bułki tartej
  • 5 jajek
  • grzyby suszone, spora garść albo i nawet dwie
  • szklanka wody
  • przyprawy do smaku: sól i pieprz, gałka muszkatołowa, ostra papryka

Namocz grzyby.

Selery zetrzyj należy na tarce o dużych oczkach.
W garnku zagrzej wodę, rozpuść w niej masło i dodaj do tego starty seler. Duś około godziny – uwaga, lubi się przypalać, więc trzeba często mieszać.
Grzyby obgotuj w odrobinie wody.
Pokrojoną w półksiężyce cebulę zeszklij na maśle.

Wystudzone: cebulę i grzyby rozdrobnij w blenderze, dodaj do przestudzonego selera, dodaj bułkę tartą. Przypraw dość mocno solą, pieprzem, gałką muszkatołową i jeśli lubisz – ostrą papryką.

Jajka rozdziel, do masy dodaj żółtka. Z białek ubij pianę i delikatnie wmieszaj w masę selerową.

Nałóż do foremki wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą.

Piecz w piekarniku (grzałka dolna i górna) w temperaturze 180 stopni przez około godzinę.

 Smacznego! :)

*Zawsze pamiętaj o naczelnej zasadzie – there’s nothing better than butter!