Nie lubię müsli, nie lubię płatków śniadaniowych, nie znoszę wszelkich chrupek kupowanych w sklepach, w ogóle chyba średnio lubię śniadania (nooo, oprócz tych podanych prosto do łóżka).

Ale w obliczu coraz większej ilości obowiązków i zapotrzebowania na kopniaka energetycznego już od rana – staram się jeść na śniadanie coś więcej niż tylko kawę.

Ostatnio się zakochałam. Uwielbiam, po prostu uwielbiam domową granolę. Idea jest prosta – mieszasz ze sobą wszystkie ulubione suche składniki we właściwie dowolnych proporcjach, traktujesz je miodem, startymi owocami i odrobiną oleju, zapiekasz. I poranki od razu stają się smaczniejsze. :)

Poniżej podaję mniej więcej proporcje, które stosuję. Ale to nie jest przepis – to inspiracja. Pomyśl o tym, na jaki smak masz ochotę i komponuj!

  • 500 gram płatków różnych, jakie się nawiną pod rękę (owsiane, pszenne, żytnie…)
  • 50 gram otrębów owsianych
  • 100 gram cukru brązowego
  • 150 gram orzechów włoskich (mogą być posiekane, mogę być w całości – jak lubisz)
  • 150 gram orzechów laskowych
  • 150 gram migdałów
  • 150 gram pestek dyni
  • 100 gram ziaren słonecznika
  • 100 gram wiórek kokosowych
  • 3 jabłka, bez gniazd nasiennych, potraktowane blenderem (opcjonalnie: dwa banany)
  • 5 łyżek dobrego miodu
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 1 łyżeczka soli
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego, lnianego lub innego

Wszystkie składniki wymieszaj w dużej misce.
Wyłóż równomiernie na blachę do pieczenia i wstaw do nagrzanego do 150 stopni piekarnika na około godzinę.

Ponieważ zbyt spieczona granola jest niesmaczna, w trakcie pieczenia przemieszaj ją kilka razy, degustując. Granola stygnąc robi trochę twardsza, warto więc podjadając sprawdzać na bieżąco chrupkość.

Gotową granolę zostaw do wystygnięcia. Kiedy będzie już chłodna możesz do niej dodać – jeśli lubisz – bakalie (rodzynki, żurawinę czy śliwki suszone).
Przesyp całość do szczelnego słoja.
I staraj się nie wyjeść jej na sucho. To na śniadania ma być! :)