Doskonałe. Po prostu.

Na około 25 pączków:

  • 600 gramów mąki pszennej (i trochę do podsypywania)
  • 3 małe jaja
  • 100 gramów roztopionego masła
  • 60 gramów cukru z prawdziwą wanilią
  • 2 łyżki wódki/rumu/spirytusu/octu
  • 250 ml letniego mleka
  • 30 gramów świeżych drożdży
  • pół łyżeczki soli
  • powidła/konfitura różana/co tam chcesz do nadziewania
  • smalec do smażenia (Babcia zawsze smażyła pączki na smalcu! :))

Mąkę przesiej. Z drożdży zrób zaczyn – wymieszaj je z odrobiną cukru i ciepłym mlekiem.
Dodaj pozostałe składniki, wymieszaj pod koniec dodając roztopiony tłuszcz.
Wyrabiaj długo i namiętnie. I jeszcze trochę. I jeszcze raz.
Aaalbo… po prostu wrzuć wszystko do maszyny do pieczenia chleba na program do wyrabiania ciasta.
Dobrze wyrobione ciasto uformuj w kulę, przykryj i odstaw w ciepłe miejsce do podwojenia objętości – na około półtorej godziny.
Ciasto wyłóż na oprószony mąką blat.
Rozwałkuj na grubość około centymetra i szklanką wykrawaj pączki.
Odłóż na deskę oprószoną mąką do podwojenia objętości.

Po wyrośnięciu smaż pączki po kilka minut z każdej strony.
Tłuszczu musi być na tyle dużo, by pączek swobodnie w nim pływał i nie dotykał dna.
Temperatura smalcu nie powinna być zbyt wysoka – pączki wtedy szybko zbrązowieją na zewnątrz, a w środku będą nadal surowe.
Po usmażeniu wyłóż na ręcznik papierowy do odsączenia.

Nadziej konfiturą.

Jeszcze ciepłe polukruj albo posyp cukrem pudrem.